13 lipca 2019
Czas wakacyjny - a co za tym idzie - dzieci przejęły we władanie Światowida!
Nie przejęły go, bynajmniej, zbrojnie, ani przemoc jakąś krwawą, a okrutną stosując - przejęły go za obopólnym porozumieniem ogólnie pojętych stron.
Na letnim kursie baletowym pląsają w rytm jeziora łabędziego, co samo w sobie jest niewyjaśnioną tajemnicą, bo jak w końcu akwen wody stojącej może mieć rytm, to nikt z nas nie wie. Instruktor twierdzi, że ma to coś wspólnego z falami i muzyką niejakiego Czajkowskiego, ale że osobiście rzeczonego podejrzanego osobnika nie znam, trudno mi w to uwierzyć.
W pracowni spotykają się z fauną i florą, nasiona sieją, a wieści niosą, że rozbisurmaniły się tak okrutnie, że nawet makiety robią! Upadek obyczajów przepowiadam, bo w końcu kto to widział makiety robić, to z pewnością czynność podejrzana i w systemie edukacji szkolnej niepojęta. A, z tego, co wiem, wcale nie jest im mało, bo od przyszłego tygodnia zajmą się kryminologią, zbieraniem odcisków palców, pracą detektywistyczną! Gdybym nie znał dzieciaków uczęszczających do Światowida lepiej, podejrzewałbym, że nabierają doświadczenia, jak ukrywać własne ślady z miejsc zbrodni! O życie i zdrowie byłbym się obawiał!
A już kompletnym szokiem dla nas okazało się, że dzieciaki zajmują się lalkami! I to nie lalkami niegroźnymi, znanymi każdemu szanującemu się obywatelowi – nawet nie lalkami, do zabawy z którymi zachęcał niejaki Zaucha – nie, lalkami z teatru!
Niby brzmi to pogodnie, bo w końcu teatr – dobra rzecz, kulturalna - artystyczna wręcz. Ale, ale! Jakby się temu przyjrzeć bliżej, to nie zwykłe lalki! Ponoć to kukły jakieś, marionetki, pacynki, sycylijki, jawajki! Jak Sycylia, to z pewnością mafia, a jak mafia, to wszelki upadek norm i obyczajów. Nawet teatralna mafia niesie z sobą niepokoje i zagrożenia, niepewności i podejrzenia! I wendety - nie zapominajmy o wendetach!
Stąd też co poniektórzy powoli zaczynają odczuwać lęki - niesprecyzowane jeszcze i bezkształtne, ale w pełni oddziałujące i dla odczuwających zdecydowanie realne. Niektórzy z nas, bardziej delikatni i wrażliwi, ukrywać się przed dziećmi poczęli, na sam ich widok przechodzą na drugą stronę ulicy (co jest nie lada wyczynem, kiedy stoi się w korytarzu Ośrodka), na dźwięk ich śmiechów chowają się w schowkach na miotły i udają mopy (fryzury niektórych z naszych współpracownic tylko im w udawaniu rzeczonych utensyliów pomagają) - zaś przynajmniej jedna osoba zabarykadowała się w garderobie i zdecydowanie odmawia wyjścia!
Szczęściem - większość z nas wykazuje się zdrowym opanowaniem i rozsądkiem. Po pierwsze dlatego, że taki był cel - coby dzieciaki nauczyły się jak najwięcej w czasie, gdy szkoły ukrywają się za woalem miesięcy wakacyjnych; po drugie dlatego, że na pierwszej linii stoi niezwyciężona Hanna, która ni strachu nie odczuwa (a ledwie lekkie, złośliwe rozbawienie), ni wątpliwości (a jedynie bezbrzeżne zdumienie), a nieporuszona jest, niczym posągi Fidiasza dodatkowo wzmocnione żelbetonem i stalą zbrojoną.
Pod pieczą takiej walkirii dzielnej, takiej przebiegłej jakszini, obdarzonej wiedzą godną samej Baby Rogi, dzieciaki w Światowidzie z pewnością są nie tylko bezpieczne - ale także nie stanowią zagrożenia dla nikogo innego.
I jeśli będę to wystarczająco często powtarzał, może wreszcie starczy mi odwagi, by wyjść z tej garderoby...
Światowid Na Poważnie Piątki W Światowidzie